Pamiętasz ten stres związany z maturą, a potem z egzaminami na studia?
To czas przełomu i trudnych decyzji dla młodego człowieka.
To czas wielkich nadziei i niewiadomych.
To czas trudnych wyborów życiowych i dalszej drogi edukacji.
Miałam wtedy 20 lat, byłam po 5-letnim liceum plastycznym w Poznaniu, które było specyficzną artystyczną enklawą. Na każdy rocznik przypadały tylko 2 klasy, więc cała szkoła liczyła sobie około 300 uczniów.
Zajęcia lekcyjne trwały przeważnie codziennie od godziny 8 do 15, z czego większość stanowiły przedmioty artystyczne takie jak: rysunek, malarstwo, rzeźba, fotografia czy wystawiennictwo.
Inne przedmioty miały okrojony materiał. I tak przez 5 lat jeździłam do szkoły na drugi koniec Poznania. Dojazd w 1 stronę zajmował mi 1,5 godziny. Sama sobie tak wybrałam.
Marzyłam o kontynuacji nauki artystycznej na ASP (Akademii Sztuk Pięknych) dzisiaj to Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu.
Chciałam studiować architekturę wnętrz.
Z wielkim przejęciem przygotowywałam się do trzy etapowego egzaminu na studia dzienne, który miał trwać aż 2 tygodnie.
Wcześniej myślałam o zdawaniu egzaminu na wydział architektury na politechnice, ale przeważyły obawa oraz brak wiary w siebie.
Cały czas myślałam, że ……
Nie dam sobie rady.
Przecież jestem po liceum plastycznym, a tam matematyka była znacznie okrojona.
W ogóle nie znam całek!
Jak sobie poradzę na technicznej uczelni?
Mimo, że maturę zdałam na 5 to czułam się bardzo niepewnie.
Zdecydowałam się postawić wszystko na 1 kartę i złożyłam papiery na egzaminy na studia dzienne i wieczorowe tylko na ASP.
Byłam pewna, że jak nie dostanę się na dzienne to na wieczorowe na pewno mnie przyjmą.
Ale … nie dostałam się ani na studia dzienne, ani na wieczorowe. Był to dla mnie szok. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć.
Jak to możliwe. Cała moja wizja przyszłego życia legła w gruzach.
Byłam zdruzgotana.
Do tego zostałam rozdzielona z moimi koleżankami i kolegami z liceum plastycznego. Nasze drogi się rozeszły. Oni będą kontynuować życie artystyczne na wymarzonej uczelni, a ja nie!
Wiedziałam, że zakończył się pewien etap w moim życiu. A przyszłość będzie zupełnie inna …. tylko jaka?
Pozostało mi tylko 1 rozwiązanie, zdawać egzaminy na studia wieczorowe na Wydział Architektury i Urbanistyki na Politechnice Poznańskiej. Teraz już nie miałam żadnej pewności jak to się skończy. Okres wakacji był czasem wielkiego oczekiwania.
Nadal miałam nadzieję, że jakoś wszystko się ułoży.
We wrześniu przystąpiłam do egzaminu i o dziwo ….. zdałam.
Przepełniała mnie radość i uczucie ulgi. Pojawiły się myśli, że jednak rok nie będzie stracony, że będę studiować.
Strach zamienił się w ekscytację i ciekawość co przyniesie przyszłość.
Okazało się, że studiowanie na uczelni technicznej nie jest takie straszne.
Poznałam osoby o zupełnie innej mentalności niż te, z którymi miałam wcześniej styczność. Weszłam w zupełnie inne środowisko, środowisko inżynierów, a nie artystów.
Musiałam zmienić i swoje myślenie oraz postrzeganie rzeczywistości. W miarę szybko przystosowałam się do nowych okoliczności. Nowa rzeczywistość spodobała mi się i coraz bardziej oczarowywała.
Jestem osobą ambitną i pracowitą, więc udało mi się ogarnąć tę nieszczęsną matematykę. Z innymi technicznymi przedmiotami takimi jak geometria wykreślna czy fizyka budowli oraz mechanika budowli nie miałam żadnych problemów.
Po drugim roku studiów otrzymywałam stypendium naukowe, a studia magisterskie skończyłam z oceną bardzo dobry, mimo że już wtedy pracowałam w pracowni projektowej.
Dzisiaj nie żałuję tego, że przebyłam inną drogę niż sobie wcześniej zaplanowałam.
Jestem szczęśliwa, że mogę tworzyć dzieła, które mają materialne odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Przestrzenne dzieła, które pozostaną nadal, gdy mnie już nie będzie.